Z Prostą Historią jest historia prosta…

…aż chce się wsiąść na traktorek z przyczepką i jak Alvin Straight odjechać stamtąd 300 mil. Najmniej!

- Chodźmy na obiad. Ja to zjadłbym burgera w Prostej Historii… ale przecież wiem, że Ty nie lubisz więc zjedzmy tam, gdzie lubimy oboje – rzekł do słuchawki Ludzki Pan.
- Świetnie! Zatem możemy zjeść Tam Wiesz Gdzie. To ja już tam jadę – wsiadłam do tramwaju bo jakaś siła naiwna wprawiła me nogi w ruch.

Jadę.
Dzwoni.

- Gdzie jesteś?... A... Czyli jeszcze kawałek… Hmm… To może zjemy gdzie indziej? Żebyś miała bliżej…
- To gdzie? Na co masz ochotę? – tamta naiwna siła, co wprawiła me nogi w ruch, to była jednak zajebista cwaniara przy tej, co wydobyła to retoryczne pytanie z mojego gardła.
- Nieee, no ja nie wiem… No w sumie ja to bym zjadł burgera, ale przecież Ty…
- Dobra, już chodźmy do tej $*^$%^#$^^ Prostej Historii - bo inaczej gotów byłby w białej rękawiczce obszytej ozdobną mereżką wypruć mi powoli flaka, by wnet rzucić na ruszt.

Swoją drogą, czy Historia nie mogła by być jeszcze Prostsza, gdyby od razu powiedział o co się rozchodzi?

No ale przecież my nie o tym.

Otóż z tą Saską Kępą, to ja się sadzę tak, jak tylko jajo może się sadzić na żeliwnej patelni (oho, Królowa Sucharów wróciła!). Niska zabudowa, dużo zieleni, blisko do centrum. Jak się jest przyjezdnym, czyli już nie jest się Stamtąd, a jeszcze nie jest się Stąd - to dla zachowania jako takiej harmonii w głowie trzeba sobie oswoić jakieś miejsce. Zamieszkać tam, a potem zapamiętać Twarze z Przystanku, maść Lokalnej Kundlerii i imię Pani ze Spożywczaka (oraz numer telefonu do Pana z pobliskiego sklepu ze "szkłem").

Ja wybrałam Kępunię Najsasszą. I wszystko mi tu bardzo smakuje prócz menu z Prostej Historii. Ale idę tam prosto jak koń furmana bez cienia refleksji. Już 5 razy byłam i zawsze to samo.

Usmarowany pysio, usmarowane paluchy, kleks na bluzce, a musztardówka z serwetkami jedna na sześćset stolików. Nie wiem co to za Wielki Strateg wymyślił, żeby przyciąć nawet na serwetkach. Bo że się utytłasz, to masz akurat jako zagwarantowaną wartość dodaną. W tych burgerach rozwala się wszystko. Burzenie Muru Berlińskiego nie było tak spektakularne jak samoburzenie burgera z Prostej Historii.

Najpierw leci sos, potem toczy się krążek cebuli, następnie członkuje mięso... I nawet ta buła, którą na pierwszy rzut oka można by zabijać kaczki w Skaryszaku, ona też się rozwala.
Może to jakiś performance? Kolejny alternatywny projekt kulturalny w stolicy? Muszę poszukać na buniu fanpejdża tej Fundacji...

Ostatnio w akcie rozpaczy zamówiłam sałatkę. Jak mi kelner, skądinąd bardzo miły, przyniósł tę wielką michę z 3 smętnymi liśćmi sałaty, obok których umarły trzy paski drobiu, które to poległy obok 3 grzankowych kostek domina, to nabrałam jednak do Prostej Historii stosownego szacunku.


Bo spier... zwykłą sałatę to już nie jest taka Prosta Historia.
Trwa ładowanie komentarzy...