O autorze
Jestem z Włoszczowy. Tak, z tej. Mało tego - uważam, że peron należy nam się jak psu zupa! W Warszawie jestem za Legiunią. Chyba, że akurat jest środek lata i jadę autobusem bez klimatyzacji pełnym legionistów. To wtedy jestem za Polonią... I to całym sercem. Jako idealistka platońska uważam, że świat realny nie jest jedyny więc awatary są ok. Blogowe zwłaszcza. Może nie jestem najfajniejsza, ale akurat w byciu Dagmarą Marszycką nikt mi nie podskoczy

"Nie śpię bo trzymam kredens"

Nic mnie tak ostatnio nie zajmuje jak rozważania nad ewentualnym upadkiem. Nie, bynajmniej nie własnym.

Wątpliwości pojawiły się już pierwszego wieczoru na nowej chatynce. Spojrzałam na nią nieufnie i strach mnie obleciał.
"A jak spadnie i roztrzaska mi czaszkę na śnie?" - wystukałam drżącym kciukiem tuż przed snem.
"Zamień głowę z nogami to najwyżej połamie Ci tylko kulosy" - poradził trzeźwo Kuzynek.

Niestety taka zamiana burzyłaby wszystkie porządki tego świata - od estetycznego po logiczny. Ale znowu spać z głową pod półka jednoznacznie oznaczało - nogami do drzwi. Czyli podwójne ryzyko, a raczej gwarancja odwalenia spektakularnej kity i miejsca w księdze Darwina. Bo spanie nogami do drzwi w myśl świętokrzyskich przesądów oznaczać może tylko jedno - pełną gotowość do trumny.
Kukułka wybijała którąś tam z kolei po północy, a ja wciąż kalkulowałam - no niby przymocowana bardzo solidnie ale wiadomo jak w życiu bywa - raz do roku to i nienabita strzelba strzela, Dagmaro, zbyt życie miłujesz by tak je narażać.
Pierwszą noc spędziłam więc ryzykując jedynie śruby i metalowe wstawki w dolnych kończynach.
Tak jak przypuszczałam spanie na odwrót być może daje poczucie bezpieczeństwa ale za to żadnej satysfakcji. Tak jak życie na pół gwizdka, seks z NieKrólewiczem, placek ziemniaczany bez żeberek, czy zimna piana bez piany.

Od tamtej nocy niczego w życiu nie jestem pewna - każde położenie się spać jest dla mnie wielką niewiadomą. Uwielbiam ten moment przed podjęciem decyzji kiedy wiem, że to, czy kolejnego ranka wstanie słońce, zależeć może tylko od pozycji moich nóg: pod półką czy do drzwi.
"Ryzykujesz czy kitrasz?" - pytam siebie co wieczór.
Statystycznie częściej kitram. Wtedy śpię niby spokojnie ale rano budzę się trochę jakby luzerką. "No popatrz tylko... ty nogami głową do drzwi, a ona wciąż sobie wisi". Nie patrzę wtedy na półkę, by nie dać jej satysfakcji. Gdy jednak zdecyduję się na podjęcie wyzwania, moja Adrenalina wbija się na całonocną imprezę, na której Dj'owi zaciął się adapter na refrenie "Jump". Sen zająca pod miedzą to totalny black out i odcinka w porównaniu z moimi drzemkami. Za to jaka victoria rano - "Haaa! Widzisz drewniana frajerko, miałaś mnie na muszce i co? I nic!"

Wczoraj przez przypadek odkryłam, że można łóżko odsunąć od ściany i spać równocześnie nogami do drzwi, ale głową już nie pod półką.
Odkąd jedynym ryzykiem w moim życiu jest (CO NAJWYŻEJ) dostanie w głowę rykoszetem jakimś Głowackim, Wajrakiem, Pilchem, Witkowskim, Beckettem, Tyrmandem czy Tischnerem - życie straciło smak...


Tym bardziej, że znając moje szczęście, guza nabiłaby mi pewnie ćwiczeniówka do angielskiego.
I to elementary level.
Trwa ładowanie komentarzy...